

Ze stolicą Hiszpanii pierwszy kontakt miałem bardzo dawno temu, ponad dwadzieścia lat temu. I była to druga europejska metropolia po Złotej Pradze w jakiej dane mi było trochę ,,pomieszkać,,. Jednak pierwszy kontakt zaliczyłem na początku XXI wieku na dworcu PKP w Katowicach. W tamtym czasie pod słynnymi brutalistycznymi kielichami istniał całodobowy ,,market,, gdzie można było zaopatrzyć się na drogę w napoje, jedzenie, papierosy, prasę i książki. Z tej ostatniej pozycji asortymentu korzystałem nader często. Zmuszony do częstych podróży po śląskiej metropolii a raczej konglomeracie 27 miast, w epoce przed smartfonowej gdzie tylko prasa i książka była metoda na cierpliwe znoszenie wiecznych opóźnień, dość często kupowałem książki. Trzeba oddać honor bukinistom z dworca kolejowego. Wszelkiego rodzaju nowości były na dworcu szybciej i w niższej cenie niż w stacjonarnych księgarniach a nawet można było zamówić sobie jakąś pozycję. Nie kupowałem cegieł w rodzaju ,,Cichy don,, czy ,,Archipelag Gułag,, preferowałem raczej beletrystykę trochę niższych lotów, lżejszą w odbiorze taką na podróż. Któregoś razu kupiłem niezbyt okazałą książeczkę liczącą około 300 stron pod tytułem,,Fechtmistrz,, napisaną przez Arturo Perez – Reverta. Bohaterem książki jest nauczyciel fechtunku Jaime Astarloa, ostatni świadek czasów, kiedy liczyły się niezłomne zasady godności i wierność kodeksowi honorowemu. Zbudował on sobie świat w który brutalnie wkracza zbrodnia, zdrada, wielka polityka i piękna kobieta. Ta książka jest najważniejszą w moim życiu. Często do niej wracam, często jeździ ze mną w dłuższe podróże. Jaime Astarloa stał się dla mnie archetypem mężczyzny jakim chciałbym być. Oczywiście nie dosłownie, ale chciałbym. Akcja książki toczy się w Madrycie w drugiej połowie XIX wieku. I to ten obraz Madrytu był tym który spowodował u mnie afekt do tego miasta. Jak to u mnie bywa kolejna książka kolejna fascynacja miejscem. Po około dwóch latach od pierwszej lektury pojawiła się okazja, chęć, konieczność emigracji. I los skierował mnie właśnie do Madrytu. Z perspektywy czasu żałuję że nie był to właściwy moment na emigrację. Hiszpania jest o wiele bardziej kolorowa, energetyczna i fascynująca niż Niderlandy. Ale te kilka miesięcy przed dwudziestu kilku laty w Madrycie spowodowały że i do tego miasta i do tego kraju mam sporo sympatii.



Madryt był druga po Złotej Pradze europejską metropolią jaką dane mi było dobrze poznać. Chciałem opisać historię ale to każdy może sobie sprawdzić choćby w nieocenionej Wikipedii. Historia tego miasta i miejsca jest tak bogata ze podobnie jak z Pragą nie jestem w stanie zmieścić tu choćby niezbędnego kompendium wiedzy. Skupię się na kilku najbardziej znanych miejscach i mam nadzieję że oddam choć trochę fascynującego piękna stolicy Królestwa Hiszpanii. Chcąc poznać miasto najlepiej zacząć od ,,jądra,, czyli tak zwanego Madrytu Burbonów. Dzielnica ta skupiona jest w sieci ciasnych uliczek wokół najbardziej znanego placu Puerta del Sol. Granice dzielnicy wyznaczają pałac królewski przy Plaza Oriente i idealna do przechadzki Paseo del Prado. To w burbońskim Madrycie zlokalizowane są najważniejsze atrakcje – słynna Gran Via, Plaza de Santa Ana, Plaza Mayor. Monumentalność i bogactwo formy zabudowy gmachów sąsiaduje z ciasnotą mieszkalnych kamieniczek. Kondensacja gastronomicznych lokali wszelkiego typu przekracza tu wszelkie normy i wyobrażenie. To miejsce to prawdziwy labirynt, zaliczyłem kilkugodzinną ,,szwendę,, i wydawało mi się że się orientuję. Naprawdę wydawało mi się : ) nie da się wytyczyć trasy to prawdziwy labirynt.












Kolejnym miejscem które bardzo lubię jest Park Retiro. Fascynująca enklawa zieleni w środku milionowej metropolii. Oprócz funkcji rekreacyjnej ma tez funkcję kulturalną. Dwa ikoniczne budynki Palacio de Cristal i pałac Velasqueza od lat są miejscem ekspozycji i artystycznych wydarzeń. Monument króla Alfonsa XII jest jednym z symboli miasta. I taka ciekawostka w Retiro postawiono jedyny na świecie pomnik Diabła a raczej upadłego anioła. To w Madrycie mieści się muzeum Prado najlepsze jakie zwiedziłem. Nie jeden raz. Lubię Madryt , kiedyś chciałem tam zamieszkać, szkoda że nie starczyło motywacji i siły.

















