

Planując eksplorację stolicy Chińskiej Republiki Ludowej trudno ominąć miejsce w którym patos i propaganda wystrzeliła poza skalę. Ale na poważnie. Kiedyś i ja i moi rówieśnicy żyliśmy w podobnym Matrixie i w tamtych siermiężnych czasach niczego tak nienawidziliśmy jak propagandy. Uczestniczenie w pochodach pierwszomajowych czy celebrowaniu 22 lipca albo 9 maja były nudne jak flaki z olejem. Tylko konsekwencje w postaci obniżenia oceny z zachowania sprawiały że w tym uczestniczyliśmy. Świadomość polityczna nie była na najwyższym poziomie. Obecnie doceniam ówczesny brak polityki w moim życiu.







Zaplanowałem sobie dwa muzea do odwiedzenia w Pekinie. Jedno to to wyżej wymienione a drugie to zlokalizowane na Placu Tiananmen Muzeum Historyczne. Po trzech dniach nieustającej aktywności powiedziałem sobie dość. Trzeba zwolnić. W ostatnim dniu gdzie zarezerwowane były wejściówki do muzeów zmuszony byłem do zrezygnowania z jednego. Jak widać mały chłopiec drzemiący w ciele Tytana wolał patrzeć na karabiny i strzelby, czołgi i samoloty. Decyzja mogła być tylko jedna. I tak znalazłem się w tłumie lokalsów przed wejściem do Muzeum Wojskowego w Pekinie. Kolejka jak na Pekin i moje osobiste doświadczenie była niewielka. Wejście zajęło około 20 minut.Fasada muzeum mogłaby stać w każdej stolicy dawnego bloku komunistycznego. Styl stalinowskich wież zwieńczonych pięcioramienną gwiazdą był uniwersalny dla Moskwy, Warszawy czy Ułan Bator. W holu głownym czeka na Nas towarzysz Mao pod krwiście czerwoną pięcioramienną gwiazdą.





Muzeum otworzono w roku 1960 jako jedną z Dziesięciu Wielkich Budowli wzniesionych z okazji dziesiątej rocznicy powstania CHRL. Oficjalnego otwarcia dokonano w dzień Chińskich Sił Zbrojnych. Ogólna powierzchnia wystawiennicza po gruntownej przebudowie w roku 2017 wynosi obecnie 159 000 m². Dokładnie tak, tu nie ma błędu. Cztery piętra muzeum obejmują dziesięć tematycznych hal z których największa jest Sala Broni. Wydawało mi się że po czterech godzinach zobaczyłem już wszystko, ale wstyd przyznać poddałem się. Po prostu przebodźcowało mi zmysły. Miałem przesyt. Ale i tak uważam to za największą atrakcję jaką miałem podczas wizyty w Pekinie. Może dlatego że była niespodziewana.











W holu głównym czeka na Nas towarzysz Mao pod krwiście czerwoną pięcioramienną gwiazdą. Głowna sala wystawowa przytłacza przestrzenią zapełnioną wszelkiego rodzaju samolotami i rakietami używanymi przez chińską armię. Jest ich tu około trzydzieści a i tak zostaje sporo miejsca do przemieszczania. Wokół głównej sali mieszczą się na dwóch poziomach galerie z ekspozycjami broni i salami tematycznymi. Wszystkie gabloty są zdigitalizowane. Bogactwo ilości eksponatów też wychodzi poza skalę. Muszę jednak przyznać że najbardziej interesowała mnie propaganda i patos chińskich komunistów. Było kilka sal poświęconych pierwszym sekretarzom przy czym obecnemu przywódcy Xi Jinpingowi poświęcono naprawdę okazałą ekspozycję. Podobały mi się szczególnie rzeźby grupowe o niesamowitym ładunku ekspresji. Można odnieść wrażenie że postacie ,,zaklęte,, w brązie, glinie, marmurze żyją. Rozmach poszczególnych instalacji także robi wielkie wrażenie. Każda z nich składa się z poszczególnych sekcji czy scen. Wiele widziałem ale chińska wersja propagandy jest niesamowita.







To co oprócz ekspozycji i egzotycznej propagandy zdziwiło mnie najbardziej to entuzjazm zwiedzających. W przeciwieństwie do Top atrakcji Pekinu tu mało było wycieczek ale sporo grup. Grupy te były bardziej rodzinne i przyjacielskie. Kilka razy zauważyłem że zwiedzają oddzielnie ale przy każdym spotkaniu w którejś ze sal następuje radosne powitanie i wymiana wrażeń. Powodowało to bardzo sympatyczną atmosferę. Tak , takie atrakcje tygrysy lubią najbardziej.



















