

Wojna domowa w Hiszpanii to dla nas jeden z mniej znanych epizodów najnowszej historii naszego kontynentu. Do zbiorowej świadomości najlepiej przemawiały budzące grozę opowieści o wyczynach Legionu Condor bombardującego Guernicę, co unieśmiertelnił Picasso swoim obrazem. Konflikt pomiędzy lewicowymi republikanami a konserwatywnymi siłami prawicowymi został skwapliwie wykorzystany przez reżimy europejskie do przetestowania nowych rodzajów broni i nowych sposobów walki. Niektórzy historycy uważają też ten konflikt za preludium II wojny światowej. Wojna domowa w Hiszpanii zakończyła się w 1939 w wyniku zwycięstwa nacjonalistycznych sił z generałem Francisco Franco na czele. W miejsce republiki utworzono niedemokratyczne Państwo Hiszpańskie. Wielu socjologów określiło je jako faszystowskie lub totalitarne. Po zakończeniu konfliktu nacjonaliści kierowani jednoosobowo przez generała Franco utworzyli przy wydatnej pomocy kościoła dyktaturę która przetrwała 39 lat. Gdzieś w okolicy 1940 roku generał Franco wpadł na pomysł aby uczcić ofiary wojny domowej i postanowił zbudować mauzoleum.







Obiekt ten składa się z największego na świecie krzyża o wysokości 150 metrów i rozpiętości ramion 48 metrów i podziemnej bazyliki. Krzyż umiejscowiono na szczycie wzgórza pod którym wydrążono bazylikę. Długość jej nawy dochodzi do 260 metrów, wysokość 22 metry z tym że w transepcie wysokość dochodzi do 41 metrów. U wielkości tego kompleksu świadczy czas jego budowy trwający prawie dwadzieścia lat. Sporo jest archiwalnych filmów o powstawaniu Doliny Poległych na których widać że Caudillo na każdym etapie żywo był zainteresowany postępem prac.





Ale bazylika i krzyż to nie wszystko. U podnóża krzyża umiejscowiono zabudowania klasztoru i opactwa które sprawują opiekę nad świątynią. Całość bardzo kojarzy mi się z dawnymi ośrodkami wypoczynkowymi dla partyjnej nomenklatury. Podobny klimat i styl. Generał Franco nie był bezinteresowny. Mimo iż na terenie Doliny Poległych pochowano prochy ponad 33 000 ludzi z czego znikomą część stanowili republikanie, prawdopodobnie najważniejszym celem budowy było stworzenie miejsca wiecznego spoczynku samego Franco. Oprócz niego zaszczytu tego dostąpił Jose Antonio Primo de Rivera twórca głównej siły nacjonalistycznej Hiszpanii czyli Falangi.

Generał Franco został tam pochowany po swojej śmierci w 1975 roku. Jak to zazwyczaj bywa czasy się zmieniły i ze zbawcy Hiszpanii Franco stał się czarną owcą historii tego kraju. Lewicowe rządy sporo zachodu poświęciły aby ekshumować Generała, do czego doprowadzono w roku 2017. Oprócz ekshumacji dokonano zmiany nazwy. Obecnie nazwę Doliny Poległych zmieniono na bardziej geograficzną dolinę Cuelgamuros. A do wszelkiego rodzaju informacji dodawany jest odpowiedni komentarz historyczny. Miejsce sprowadzono do rangi atrakcji turystycznej i to dość popularnej. Rocznie odwiedza ją prawie pół miliona turystów. Valle de los Caidos dla mnie jest to niesamowitym artefaktem historycznym. Już z szosy do Guadarramy widać krzyż usadowiony jakby na tacy górskiej doliny. Podobno miejsce też wybrał osobiście Franco. Choć odległość kilku kilometrów od Escorialu sugeruje ze bardziej kierował się chęcią stworzenia faszystowskiego panteonu niż upamiętnianiem ofiar wojny. Miejsce robi mocne wrażenie patosem i monumentalnością, przytłacza ekspresją rzeźb. Narzekałem na pogodę, że mgliście, że śnieżnie ale ta właśnie aura wyodrębniła bazylikę i krzyż z całego kompleksu budynków, dziedzińców i alejek nadając im mistycznie mrocznego piękna. Cokolwiek by nie powiedzieć i nie napisać projekt generała Franca to rzecz warta zobaczenia. Sama bazylika nie sprawia wrażenia świątyni. Odniosłem wrażenie braku spójności w stylizacji rzeźb, mimo że każda z nich budziła respekt siłą wyrazu. Mój pobyt w Valle de los Caidos trwał krótko, coś około godziny, ale dostarczył dużej dawki emocji. Takie miejsca tygrysy lubią najbardziej…..


