

Z wiekiem robię się coraz bardziej sentymentalny. Tęsknię za prostym życiem lat przeszłych. Nie idealizuję ich lecz wspominam z nutką nostalgii. Może dlatego na wakacyjne destynacje poszukuję miejsc ,,zmurszałych,, , miejsc ze śladami dawnej choćby nie najlepszej historii, miejsc naznaczonych śladami przeszłości.

Jak już pisałem na tym medium kilka razy u zarania planowania moich ekspedycji jest widok i miejsce. Fascynacja Karlovarskiem rozpoczęła się od krótkiej wzmianki o maleńkim kościele w wiosce Lukova gdzie student czeskiej ASP umieścił instalację liczącą 32 ,,rzeźby,, przedstawiające modlące się osoby. Ta wtedy chwilowa instalacja pozwoliła na uratowanie malutkiego kościoła pod wezwaniem św. Jerzego. Obecnie jest to atrakcja coraz śmielej goszcząca na mapie turystycznej Czech Zachodnich. Co prawda otwarte jest tylko w soboty przez kilka godzin i kilka miesięcy w roku (kwiecień – październik) ale warto zarezerwować ten czas. Atrakcja jest prawie darmowa, piszę prawie bo odwiedzający mogą dobrowolnie wspomóc renowację kościoła datkiem pieniężnym tzw ,,co łaska,,. Całe zwiedzanie trwa około pół godziny. Wieś Lukova podobnie jak kościół jest wręcz mikroskalowa, kilka domów, kilka nagrobków i bardzo sympatycznie nostalgiczny klimat.
















W promieniu kilkunastu kilometrów od Lukovej znaleźliśmy jeszcze kilkanaście atrakcji.

Manetin – barokowa perełka , miasto ,,konglomerat,, kilkunastu osad liczących około 1100 mieszkańców. Miasto zostało ulokowano na terenie odległym od ważnych szlaków handlowych. Pierwsze wzmianki datowane są na 1169 rok, kiedy król Władysław II podarował te ziemie zakonowi Szpitalników Praskich. W połowie XV wieku w historii miasta zaczyna się odznaczać znana rodzina panów ze Švamberka. Wojna trzydziestoletnia o której trzeba by napisać coś więcej tak często przewija się w historii Czech, wymusza zmianę właścicieli. Rok 1712 to tradycyjny w tamtych czasach wielki pożar który trawi więcej niż połowę miasta i staje się pretekstem do barokowej przebudowy projektowanej przez Tomasza Haffeneckera. Od tego momentu Manetin stanowi przykład kompleksowej zabudowy barokowej. Wiek XIX to powstanie parku w stylu angielskim. W połowie XIX wieku powstaje droga do Žlutic i linia kolejowa z Pilzna do Karlovych Warów. W roku 1918 mieszkańcy poparli Republikę Czeską a Czesi stanowili ponad 70 % liczby mieszkańców. Co ciekawe okoliczne miejscowości były na wskroś niemieckie. Po roku 1938 włączony do kraju tysiącletniego ,,austriackiego kaprala,,. Ciekawostką ważną dla mnie jest fakt ,że na posterunek żandarmerii w Manetinie w maju 1945 zgłosił się Karel Čurda zdrajca i kolaborant odpowiedzialny za wydanie wykonawców zamachu na Reinharda Heydricha. Choć obecnie dostępne są opracowania starające się usprawiedliwić jego działania ja jestem zdania że zdrada to zdrada, żadne dobre intencje tego nie usprawiedliwiają.










Miasteczko to właściwie jedna ulica zabudowana z jednej strony gotyckimi i barokowymi kamienicami. Na drugiej pierzei dominuje pałac. Na placu przed pałacem znajdujemy wspaniałą galerię rzeźb barokowych, fontannę i równie barokowy kościół. Manetin to miasteczko do podziwiania, jak już pisałem barokowy cukierek.


Rabštejn nad Strelou – obecnie najmniejsze miasto Czech. Patrząc na mapę widzimy ruiny zamku, pałac, kościół, klasztor, mały cmentarz żydowski i sporo zabytkowej zabudowy lecz najważniejszy moim zdaniem jest tutaj most. Most jest gotycki straszy od mostu Karola w Pradze a młodszy od mostu w Pisku. Jest niewielki ale bardzo fotogeniczny. Datę powstania określa się na lata 1335-1340. Mimo zacnego wieku nadal służy jako przeprawa przez rzekę, nawet mimo tego że nie spełnia norm transportowych bo jego szerokość 4,3 metra jest węższa niż wymagane 5,5 metra. Długość mostu to 55 metrów. Fundatorem mostu był szambelan króla Jana Luksemburskiego, który w 1321 roku kupił Rabštejn i nakazał przebudować zamek i założył miasto. Dodajmy miasto uzyskujące w ,,ekspresowym,, tempie przywilej celny w 1335 roku i prawa miejskie w 1337. Przypadek ? Nie sądzę. Szambelan musiał mieć niezłe plecy w Pradze : ) a rządził wtedy Karol IV . Tak , ten od mostu Karola w Pradze.






Samo miasto wzmiankowano w roku 1269. Zamek powstał w latach 30-tych XIV wieku. Spacerując po ,,mieście,, trudno uwierzyć jak ważnym było w historii. Często przechodziło z rąk do rąk raczej nie przynosząc szczęścia swoim właścicielom przykładowo Krzysztof z Gutsztejna został skazany na utratę gardła, honoru i własności za niestawienie się na sądzie ziemskim. Zamek w Rabštejnie zbudowano na skalnym cyplu nad rzeką Strelou wykorzystując stare gotyckie fundamenty. Obecnie jest w prywatnych rekach i raczej nie ma możliwości wejścia do środka. Podobnie jest z kościołem. Jak co roku planujemy wakacyjne wyzwanie, tegoroczne to 12 kilometrowa pętla wokół Rabštejna. Jak wrażenia ? Bardzo, bardzo sympatyczne. Kilka bardzo stromych podejść, wspaniały punkt widokowy, zapomniany cmentarz żydowski, bosonoga przeprawa przez rzekę i bardzo dużo bunkrów, bardzo dużo. Całość zajęła 3,5 godziny a biorąc pod uwagę trzydziestostopniowy upał uważam że to niezły wynik. Trasa widokowo na duży plus. Miasto przekształciło się w miejscowość turystyczną niejako z konieczności. Wysiedlenie ludności niemieckiej w 1946 spowodowało wyludnienie miejsc które do teraz jest widoczne. Według urzędu statystycznego w roku 2021 było tu 43 budynków i 25 mieszkańców. Fajne miasto.






Kościół Panny Marii ze Skoków – to naprawdę intrygujące miejsce. Podobno przed wojną była tu ludna wieś i miejsce pielgrzymek. Obecnie to koniec świata. Szutrowa droga wśród pól co daje piękną panoramę Dzikiego Zachodu Czech. Zostawiliśmy auto około kilometra od celu, i w upale poszliśmy zobaczyć zmurszały kościół i resztki fary. Obecnie grupa pasjonatów zabezpiecza budowlę, widać prace dekarskie, jednocześnie penetrując okolice i ściągając wyposażenie innych zmurszałych świątyń. Miejsce robi wrażenie. Obok kościoła jest punkt widokowy i cmentarz byłych mieszkańców. Panuje tam specyficzna aura , a może to moja wyobraźnia płata figle ? Lukova i to miejsce pozwoliło mi wrócić do emocji z młodości gdy wędrówka do miejsc zapomnianych dawała sporo adrenaliny.











Ostrov – miasto o podwójnym wizerunku. Dla fana socrealizmu zbrodnią byłoby ominięcie miasta Ostrov. To taka czechosłowacka Nowa Huta. Główną atrakcją jest gmach Domu Kultury. To klasyczny przykład monumentalizmu socrealistycznego. Budynek zwieńczony jest na pewno sporych rozmiarów rzeźbą trzyosobowej reprezentacji robotniczo-chłopskiego sojuszu. Placu Pokoju na którym zbudowano Dom Kultury otoczono założeniem urbanistycznym charakterystycznym dla lat 50-tych XX wieku. Podobnie jak w moich Tychach na osiedlu A. Myślałem że miała to być jedyna atrakcja tego miasta zbudowanego dla pracowników pobliskich kopalń uranu i fabryki trolejbusów. Jednakże los sprawia niespodzianki. Miasto Ostrov sprawiło mi dużą niespodziankę swoim starym miastem. Bardzo kameralny rynek, pałac, park i klasztor zmusił nas do prawie dwugodzinnego spaceru. To jedno z przyjemniejszych doświadczeń ostatnich miesięcy. Miałem nawet takie wrażenie że jest to miejsce w którym mógłbym zamieszkać. Zarówno w starej części jak i tej socrealistycznej. Początki Ostrova sięgają początków XIII wieku. Co prawda pierwsza lokacją były okolice kościoła św. Jakuba i otaczającego go cmentarza. Dzieje miasta były burzliwe bo kroniki wspominają o kilku dramatycznych pożarach. Jego bogactwo pochodziło z wydobycia srebra z pobliskich kopalń. Zamek był siedzibą pierwszego obozu koncentracyjnego na ziemiach czeskich już w roku 1939. Powojenne lata to tradycyjne dla Czech wysiedlenia Niemców i przebudowa miasta dla pracowników pobliskich kopalń. Atmosfera miasta w obydwu częściach jest relaksacyjna i leniwa, jest to doskonałe miejsce na wypicie kawy i przedwieczorny chłodny spacer.













Tepla – wybraliśmy się chyba tylko dlatego że tutejszy klasztor bardzo przypomina układem klasztor w Lubiążu. Choć dodam jeszcze że mnie zafascynował portal wejściowy do kościoła klasztornego. Mój entuzjazm ochłodził fakt że to dzieło pochodzące z XIX wieku stylizowane na styl romański. Fotograficznie było super. Pierwsze wzmianki o klasztorze premonstratensów pochodzą 1197 roku i wydźwięk jest taki ze klasztor istniał już jakiś czas. Rok 1300 to wzmianka o Teplej jako mieście. W 1322 roku Tepla traci swoje strategiczne znaczenie po przejęciu Chebu przez koronę Czeską. Czasy wojen husyckich obeszły się z nim łaskawie. W roku 1525 mieszkańcy buntują się przed pazernością opata, więżą go i …….są następnie dotkliwie spacyfikowani. Wojna trzydziestoletnia to czas przemarszów wojsk i miejsce rozegrania sporej bitwy. Następnie germanizacja i miasto jak to w Czechach trawione jest kilkoma pożarami. Dlaczego mnie to nie dziwi ?
Rok 1938 i miażdżąca przewaga niemieckiej ludności powoduje przyłączenie Teplej do Rzeszy. Okolicę wyzwala armia amerykańska 6 maja 1945 roku. Potem tradycyjne w tym czasie deportacje i budowa nowego socjalistycznego ładu. Klasztor po kolei jest garnizonem wojskowym, rolniczą spółdzielnią i dopiero w okolicach roku 2000 zwrócono go Norbertanom. Niestety w bardzo złym stanie. Choc na pewno jest w trochę lepszym stanie niż Lubiąż. Odwiedziny zajęły nam około godziny.









I na sam koniec miejsce naszej bazy – Kyselka – co prawda kemping był w pobliskim Radošovie, ale to dawne bardzo zmurszałe uzdrowisko jest dźwignią reklamową dla okolicy. Kyselka to przypadkowe odkrycie w trakcie poszukiwań. Wieś znana jest od roku 1867 ze źródeł wodnych zawierających dwutlenek węgla. Próbowaliśmy i chyba jej zdrowotne oddziaływanie jest głównym argumentem za spożyciem : ) bo sporo osób podchodziło do źródła i nabierało jej do butelek. Ciąg dawnych budowli zdrojowych wzdłuż rzeki Ohrzy robi malowniczą panoramę choć obecnie to tylko mizerny cień dawnej urody. Widać że ruiny mają właściciela bo prace się toczą. Może za kilkanaście lat wieś powróci do dawnej świetności ale tempo jest niespieszne. Osobą która stała za sukcesem Kyselki jako uzdrowiska był Heinrich Mattoni, który zbudował tu rozlewnię wody mineralnej i zapoczątkował jej ekspansję na rynki Europy. W tej niewielkiej miejscowości jest sporo śladów jego działalności. Dawna rozlewnia, były most kolejowy, willa Mattoni a raczej jej ruina, kolonada, dawne kino i sporo małej architektury. Bardzo malowniczym miejscem jest kaplica św.Anny zbudowana przez niego nad rozlewnią. Dla nas bardzo fajną wycieczką było wejście na szczyt Bučiny na punkt widokowy. Kilku kilometrowa wspinaczka pozwoliła nam podziwiać panoramę okolicy z wieży widokowej i stanowiło preludium do wakacyjnego wyzwania.












Wszystkie te miejsca spaja jedna klamra – dawna ich świetność – obecnie to maciupeńkie miejscowości w których sporo frajdy sprawia znalezienie śladów ich swietności i odkrywanie bardzo bogatej historii. To małe stacje wielkich kolei historii.
