

Region nie jest nadmiernie zurbanizowany. Odległości między miastami nie są zbyt duże, ale ukształtowanie terenu i zalesienie skutecznie izoluje poszczególne skupiska ludzkie. Jak zawsze bardzo ambitnie kreśliłem szlak mojej wędrówki starając się uwzględnić jak najwięcej celów turystycznych. Gdy już dotarłem na miejsce, od razu musiałem skorygować intensywność zwiedzania. Tak dużo nie dałbym rady zobaczyć. Największym miastem okolicy są Klatovy. Główne atrakcje miasta skupione są wokół rynku. I od razu widać że w przeszłości było bogato. Klatovy założył w 1260 roku król Otokar II. Miasto opasane było murami obronnymi, których sporo zachowało się do naszych czasów. W porównaniu z miastami Róży we wschodniej części Szumawy Klatovy nie mają wiele do zaoferowania ale nadają się na bazę wypadową. Większość ciekawych obiektów zlokalizowanych jest przy południowo-zachodniej pierzei Namesti Miru. Wyróżnia się tam wysokością jak to w czeskich miastach Czarna Wieża i wielkością kościół Jezuitów pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Ignacego. I to w jego katakumbach zlokalizowana jest dość makabryczna atrakcja. Kościół ten projektu Dientzenhofera posiada szczególny mikroklimat dzięki któremy w stanie częściowego rozkładu zachowały się zwłoki członków zakonu i bogatych mieszczan, których stać było na pochówek w tym ekskluzywnym miejscu. Byłem pierwszym odwiedzającym w tym dniu, byłem sam i trochę ,,grały,, nogi ze strachu, że któryś z umarłych nagle ożyje : )









Kolejna atrakcja to wspinaczka na Czarną Wieżę. W paru miejscach wieży było bardzo klaustrofobicznie. Ale widoki ……..warte każdego wysiłku. Na szczyt wieży prowadzi 226 stopni,jej wysokość to ponad 80 metrów. Pierwotnie wzniesiono ją w XVI wieku. Nazwę zawdzięcza tragicznemu epizodowi z 12 maja 1579 roku. W wyniku pożaru spłonęło ponad 300 domów w wewnętrznych murach miasta, płomienie tak osmaliły wieżę zmieniając jej barwę że nazwano ją Czarną.









Klatovy nie były pierwszym miejscem w tym dniu które odwiedziłem. O wiele bardziej oczekiwałem i o wiele bardziej podobały mi się Domażlice. Domażlice to miejsce jakie taki drapieżnik jak ja lubi najbardziej. Miasto nie jest wielkie ale ekscytująco ciekawe. Podobnie jak wiele podobnych miast czeskich, Domażlice zaczynają się i kończą na rynku, tradycyjnie nazwanym Namesti Miru. Rynek ciągnie się na długości 500 metrów na osi wschód – zachód. Wybrukowany plac z nieprzerwanym ciągiem arkad w różnych stylach i kolorach dodatkowo o wczesnej porannej porze zrobił na mnie piorunujące wrażenie.






Dla takich miejsc i dla takich momentów rokrocznie udaję się do Krainy Knedli i Piwa. Rynek domażlicki stanowi bardzo spójny mimo kilkunastu stylów architektonicznych widok wart uwiecznienia aparatem czy pędzlem. Ciekawostką jest że Domażlice były enklawą czeskiej narodowości wśród miejscowości pogranicza. Przez wiele lat miasto pełniło rolę komory celnej lecz po zmianach przebiegu granic w 1707 roku straciły na znaczeniu.








Sušice – spore bardzo widowiskowo położone miasto, które mogę nazwać centralnym punktem tegorocznych wędrówek. Kemping na którym zlokalizowałem bazę noclegową znajdował się około 5 kilometrów od centrum. Bardzo korzystna była to kombinacja. Miałem zapewniona ciszę i spokój w survivalowo usytuowanym nad brzegiem Otavy polu namiotowym i niecałe 10 minut samochodem do centrum miejskiej dżungli. Sušice w historii świata zapisały się tylko jedną rzeczą – zapałkami. Tutejsza fabryka należy do największych w Europie i dominuje rynek krajowy. Przed wiekami miasto było dużym ośrodkiem handlu solą i było miastem niezwykle bogatym. Trochę śladów dawnej świetności można zobaczyć na rynku który dla odmiany nazywa się Namesti Svobody. Jednym jest Rozacinovsky Dum z bardzo ekspresyjnym grafitti a drugim Voprchovsky dum z potrójna kondygnacją ślepych arkad. Mnie osobiście bardzo spodobał się modernistyczny czy funkcjonalistczny budynek po dawnym hotelu Svatobor. Choc chyba bardziej podobała mi się tajemnica skryta za jego ,,zmurszeniem,,. Budynek stoi pusty.







Chcąc zobaczyc panoramę miasta mamy dwie ciekawe możliwości. Jedna to rozhledna na górze Svatobor 845 m.n.p.m , jest tam możliwość dotarcia autem albo drugi punkt Andelska Hora gdzie stoi kaplica pielgrzymkowa. Miasto nadaje się na bazę , ale moim założeniem było zbliżenie do natury, której tak bardzo brakuje mi w Niderlandach.







Ostatnim miastem które udało mi się zobaczyć i z nudów : ) i po raz kolejny były Kasperskie Hory. Z nudów bo po powrocie z jednego z zamków zostało trochę czasu do zmierzchu a i słońce dawało fajne światło i było blisko od kempingu. Kasperskie Hory pierwszy raz odwiedziliśmy ponad siedem lat temu podczas próby zaszczepienia miłości do górskiej wędrówki. Miejscowość była punktem startowym trasy do zamku Kasperk. Miasto założył król Karol IV, tak ten od mostu Karola w Pradze, dla górników wydobywających złoto. Kasperskie Hory posiadają bardzo malowniczy rynek z dominującymi na nim kościołem św.Markety ( Małgorzaty ) i renesansowy ratusz z XVIII wiecznymi emblematami czeskiego lwa, zegara i gildii górniczej. Oprócz tego i malowniczości miasto nie ma nic więcej do zaoferowania, choc ja mile wspominam pobyt w nim.






