

Plan narodził się w czasie Black Friday. Będąc wierny szkockim atawizmom poszukiwałem miejsca do którego dotarcie nie kosztowałoby wiele i jednocześnie od tej niskiej kwoty byłby jeszcze dodatkowy rabat. Szukałem na Bałkanach i krajach nadbałtyckich, ale odpadły z powodu niskich temperatur. Nie uśmiechało mi się robić fotografii zgrabiałymi z zimna palcami. Konkluzja była prosta gdzie jest cieplej w styczniu ? Portugalia, południe Włoch, no i Hiszpania. Naprawdę głównym celem w Hiszpanii uczyniłem inne miejsce, ale myśląc o kliku dniach w ojczyźnie Cervantesa wyznaczyłem kilka dodatkowych punktów do odwiedzenia. Bazą wypadową uczyniłem Madryt bo znam dość dobrze to miasto i mam do niego duży sentyment. Wszystkie miejsca do odwiedzenia znajdowały się w odległości niecałej godziny jazdy koleją od centrum miasta.

Dlaczego Segovia ? Jedno słowo : Akwedukt. I to nie byle jaki. Datę jego powstania określa się na około 2000 lat temu. Piszę na około bo brak jest zwyczajowej inskrypcji z data powstania. Mimo swojego wieku trzyma się krzepko. Ma długość prawie 800 m i służył do transportu wody z odległego o 17 kilomet6rów źródła. Zasada jego działania jest trywialnie prostym wykorzystaniem praw fizyki. W najwyższym punkcie ma 28,5 metra a budując go na sześciometrowych fundamentach nie użyto zaprawy. Takie potężne kamienne klocki poustawiane w 167 łukach. Stojąc u jego podstawy podziwiałem kunszt rzymskich budowniczych, precyzje ich wyliczeń i jakość wykonania. Ogólnie nie lubię antycznych zabytków, nie pojmuję fascynacji stertami gruzów ze sterczącymi tu i ówdzie kikutami kolumn, ale tak dobrze zachowany relikt rzymskiego cesarstwa wiele mówi o jakości dawnych budowniczych. Może dlatego chciałem go zobaczyć bo jest niewiarygodnie realny ?





Pogoda w tym dniu nie dopisała. A wiele sobie obiecywałem bo Segovia jest w pierwszej dziesiątce miejsc koniecznych do zobaczenia w Hiszpanii. Mimo deklarowanych niewielkich deszczów permanentna mżawka zepsuła mi humor. Nie dość ze moja lidlovska peleryna pierwszy raz od kilku lat zawiodła to irytowała mnie dodatkowo ciągła konieczność przecierania soczewki obiektywu. Przez tę pogodę i jednocześnie dzięki niej udało mi się zwiedzić bardzo dokładnie katedrę którą uważa się za ostatnią gotycką zbudowana w Hiszpanii jak i całej Europie. Bryła kościoła sprawia niezwykle dekoracyjne wrażenie poprzez swoje pinakle i smukłe przypory murów dominuje przestrzeń miejskiego Plaza Mayor. Natomiast wnętrze dla mnie imponujące swą wysokością zaskakuje niewielką ilością wolnej przestrzeni zajętej przez coro ( chór ) z zielonego marmuru. Budowa katedry trwała długo bo rozpoczęte w 1525 roku prace zakończono po ponad 230 latach. Biorąc pod uwagę czas powstania katedra była budowana początkowo w stylu gotyckim, potem renesansowym dlatego w jej wnętrzu można znaleźć sporo detali z różnych epok. Co ciekawe tworzą dość harmonijną całość. Oprócz nawy głównej do obejrzenia są też sale muzealne położone wokół krużganków wirydarza. Jest tez możliwość wejścia na wierzę i chyba dlatego tyle czasu spędziłem we wnętrzu oczekując na porę otwarcia tej atrakcji. Wieża zwana Damą Katedr wznosi się na wysokość 88 metrów a do pokonania jest 190 stopni. Widok z niej wart jest wysiłku wejścia. Na moje szczęście deszcz ustąpił w momencie mojej bytności na tarasie widokowym i mogłem coś tam ,,pstryknąć,,.







Trzecim najważniejszym obiektem do zobaczenia w Segovii jest Alkazar. Jego początki datowane są na rok1120 czyli czasów panowania arabskiego choć tak naprawdę początek nastąpił 30 lat po odzyskaniu miasta przez chrześcijan. W czasie swej historii Alkazar pełnił rolę twierdzy, pałacu królewskiego, więzienia a nawet szkoły artylerii. W tym przypadku skorzystałem z jego umocnień aby rozejrzeć się po okolicy, ale wnętrza już sobie podarowałem oczekując na wejście na katedralną wieżę.



Spędziłem w Segovii kilka godzin, mam niedosyt. To już druga moja styczniowa podróż w zeszłym roku byłem w Lipsku i wtedy podobnie pogoda raczej nie dopisała i uniemożliwiła zrealizowanie odwiedzenia zaplanowanych atrakcji miasta. Ale nie zamierzam rezygnować ze styczniowych startów sezonu. Bilety są trochę tańsze, ludzi w hotelach i muzeach mniej co daje możliwość ekscytująco ekskluzywnego przebywania ze sobą samym.

I jeszcze takie post scriptum wprowadził mnie w zdumienie system cen biletów kolejowych w Hiszpanii. Szukając transportu do Segovii ,,gugel,, podał cenę około 11 euro, rano o 6 30 na dworcu Chamartin zapłaciłem za bilet 21 euro. Powrót w godzinach popołudniowych kosztował mnie aż 48 euro : ( choć mogłem obniżyć ten koszt do zaledwie 14 euro gdybym poczekał do 20. jedynym pocieszeniem było to że 70 km z Segovii do Madrytu pokonałem w 26 minut bo podróż odbywała się koleją dużych prędkości. I faktycznie w pewnym momencie na liczniku było 230 km na godzinę.
