

Zdziwiony jestem swoją odwagą. Podróż do Chin najludniejszego kraju świata, będąca marzeniem a raczej mrzonką nastolatka czasów dyktatury proletariatu pokazała że nigdy nie jest za późno na realizację planów. Spostrzegłem że stojąc przed jakimś wyzwaniem zawsze potrzebuję małego prztyczka, pchnięcia a czasami kopa w cztery litery. Wizyta w Chinach nie wydarzyłaby się gdyby nie międzynarodowe środowisko pracy w jakim funkcjonuje. Moja koleżanka z pracy Wan Fei była mieszkanka Guangzou skutecznie rozwiała moje obawy. Główną obawą był zbyt wysoki koszt biletu lotniczego, potem wszystkie formalności przedstawiane jako brutalna ingerencję państwa było nie było komunistycznego a na samym końcu bariera językowa. Pisałem wcześniej że strach ma wielkie oczy ? Są naprawdę wielkie : )




Lotnisko w Pekinie, międzynarodowe, jest najbardziej nowoczesnym i chyba największym na świecie. Przestrzeń pod jego dachem jest przeogromna. Jest bardzo światowo i trudno zauważyć że się jest dziesięć tysięcy kilometrów od podobno nowoczesnej i potężnej Europy. Formalności związane ze skanowaniem paszportów, palców i twarzy mimo wielkich moich obaw przebiegły szybko i bezboleśnie. Kontrola paszportowa też nie przypominała opresyjnej wiwisekcji. Po nie całej godzinie byliśmy już w pociągu do centrum. Nie było wielkiego ,,wow,,. Dla mnie obytego z miastami dawnego ZSRR nie były szokiem wielopiętrowe i wieloklatkowe budynki mieszkalnych przedmieść stolicy Chin. To jak przedmieścia Kijowa czy Moskwy tylko zamiast cyrylicy – chińskie hieroglify



Słynna aplikacja ALIPAY służąca jak się przekonałem do wszystkiego zadziałała bez zarzutu. Płatności za metro, napoje czy przejście przez bramki od samego początku przebiegały bez zakłóceń i problemów. Nawet każdorazowe kontrole bagażu przy wejściu do metra czy muzeum nie wyglądały na opresyjną szykanę tylko wymóg bezpieczeństwa. To w jakim stopniu jest zdigitalizowane codzienne życie obywateli Państwa Środka robi wrażenie, kiedy uświadomimy sobie skalę a raczej ilość operacji wykonywanych w dwudziestomilionowym Pekinie. Chińczycy potrafią w tej aplikacji zrobić chyba wszystko i to wszystko odbywa się z niewiarygodną szybkością. Odniosłem wrażenie że tam państwo wie o swoich obywatelach wszystko natomiast ograniczeń w codziennym życiu jest chyba mniej niż na naszym kontynencie. Piszę że odniosłem wrażenie bo byłem zbyt krótko by to stwierdzić ale jeden prosty przykład dał mi wiele do myślenia. Gdy w naszej ojczyźnie jakaś starowinka chce sprzedać na ulicy pietruszkę czy ogórka ze swojej działki Straż Miejska pojawia się niespodziewanie i kara mandatem w słonej wysokości. Państwo nie znosi świadomości że jego obywatel może zarobić coś bez odprowadzenia haraczu fiskalnego. W wielu miejscach Pekinu widziałem takie starowinki sprzedające kartki pocztowe, magnesy, słonecznik tak prosto ,,z ręki,,. I tutaj też płaciliśmy za pomocą tej aplikacji, czyli państwo wiedziało ale skala tej transakcji już nie uruchomiała służb, których sporo na ulicach chińskiej stolicy. Zaznaczam odniosłem wrażenie, ale zaznaczam też że aby się przekonać pojadę jeszcze raz do Chin na dłużej , na więcej….







Jak postrzegam Pekin i Chiny po mojej pierwszej bytności, rekonesansie ? Przede wszystkim to potężnie nowoczesne państwo. To co nam w Europie wydaje się utopią, tutaj jest codziennością. Moja wizja Chin, kraju wielu milionów ludzi ubranych w workowate drelichowe mundury na wzór towarzysza Mao, na milionach rowerów, budujących elektrownie na rzece Jangcy i bezlitośnie egzekwującego karę śmierci. Gdy obejrzałem w roku 87 czy 88 podczas ,,Konfrontacji,, film Bertolucciego ,,Ostatni Cesarz,, w którym po raz pierwszy wpuszczono ekipy zachodnich filmowców do Zakazanego Miasta nie uwierzyłem że mogą istnieć takie miejsca. Wtedy tęsknota za możliwością zobaczenia Chin weszła do mojej głowy. Od czasu w którym ówczesna propaganda kształtowała wyobrażenie o tym państwie minęło czterdzieści lat. Chiny nadal są państwem komunistycznym ale kapitalistycznie to najtwardszy gracz na świecie. Co rusz słychać o ekspansji na nowe rynki i w nowe dziedziny gospodarki. W centrum Pekinu nie widziałem spalinowych skuterów tylko elektryczne, o zgrozo rowerów było jak na lekarstwo. Większość aut była elektryczna bo w Chinach chyba nie problemu z produkcją energii elektrycznej. Są elektrownie węglowe, atomowe i sporo wodnych. W jednej z moich ukochanych książek ,,Tai Pan,, autor James Clavell zawiera doskonałą charakterystykę chińskiej życiowej mądrości i ,,filozofii,,. Główny bohater Dirk Struan zwany Zielonookim Diabłem negocjuje z kantońskim kupcem Żin Kua ogromną pożyczkę oprocentowaną przysługami. I co ciekawe gdy Struan patrzy w perspektywie pięciu lat Chińczyk myśli o kilkudziesięciu. Powieść ,,Tai Pan,, dotyczy historii Hong Kongu i to doskonały przykład chińskiej przezorności. W roku 1842 po klęsce Chin w pierwszej wojnie opiumowej Anglicy zajmują wyspę mając na niej doskonałą bazę handlową i wojenną do wywierania presji na Cesarza Chin. Ale w roku 1898 na mocy kolejnego traktatu wydzierżawiają Hongkong na 99 lat Koronie Brytyjskiej. I co ? Szybko zleciało. A od roku 1997 Chińczycy po powrocie Hong Kongu do ,,macierzy,, dostali w prezencie ,,okno na świat,, z jego bankami, infrastrukturą, przeszkoloną kadrą. Podobnie jest z elektryfikacją transportu, najpierw inwestycja w elektrownie, surowce mineralne a potem w tabor. Tymczasem w Unii – arbitralnie wprowadzony zakaz aut spalinowych a gdzie reszta ? Gdzie naładować ? Z wiatraka w polu ? Jeśli Europa miałaby wyglądać jak Chiny to chyba sam chciałbym mieć ,,elektryka,,. Te tysiące skuterów elektrycznych jakie widziałem na ulicach nikt nie ładuje. Po prostu skuter a raczej jego kierowca podjeżdża do stacji ładowania i wymienia ,,pusty,, akumulator a zabiera naładowany. Można tak jeździć bez końca. Nie wiem czy tak jest z autami, ale wyobrażam sobie jak szybkie są ładowarki na chińskich stacjach przy takiej ilości pojazdów.







Najbardziej bałem się chyba bariery językowej. I tu szczęka opada powoli do podłogi. Fakt że ,,języka chińska trudna jest,, nawet przy bardzo wydatnej pomocy translatora ,,gugla,, nie było łatwo, jednak szokiem dla mnie była niewiarygodna z naszego punktu widzenia energia i entuzjazm z jaką lokalni chcieli pomóc. Momentalnie znajdował się krąg chętnych konsultantów, którzy naradzając się , wspomagając próbowali rozwiązać nasze problemy. W nieprzebranych tłumach przechodniów nie spostrzegłem ani jednego ,,złego oka,, tak widocznego na ulicach Brukseli czy na Hoofkade w Hadze. Naprawdę nie czułem ani razu poczucia braku bezpieczeństwa czy zagrożenia.




I wreszcie coś w moich podróżach cenię sobie bardzo. Metro. To w Pekinie naprawdę jest ogromne. To nie tylko 18 linii. To ,,krwiobieg,, metropolii stosując analogię do ludzkiego organizmu. Jest szybkie, bardzo czyste i tanie. Pojedynczy przejazd to koszt 3 juanów czyli 30 europejskich centów. Sztos. Podróżowałem już niewielkim praskim, madryckim, berlińskim molochem i uważanym za największe i najpiękniejsze metrem w Moskwie. Nadal uważam że jest najpiękniejsze ale na pewno nie większe niż to w Pekinie. Zwiedzanie wielkich miast posiadających metro jest banalnie proste dzięki tej formie transportu miejskiego.


Pierwsza podróż do stolicy Państwa Środka jak tradycyjnie i historycznie nazywają swą ojczyznę Chińczycy jest już za mną – przeżyłem : ) Nazwa ta ma znaczenie językowe ponieważ w chińskie słowo ,, Zhongguo,, składa się z dwóch znaków z których jeden oznacza centrum albo środek a drugi państwo, kraj lub królestwo. I tak dosłowne tłumaczenie tych znaków oznacza właśnie ,,państwo w środku,,. Historycznie dumni ze swego państwa Chińczycy uważają że ich imperium leży w geograficznym i cywilizacujnym centrum świata. Stąd blisko do koncepcji ,,sinocentryzmu,, która uznawała ludy państw zewnętrznych za barbarzyńców. A tu dochodzimy do Wielkiego Muru i powodu mojej pierwszej podróży do Azji. Teraz gdy ten fascynujący przykład mojej odwagi i determinacji jest już wspomnieniem pora na kolejny…….ale to już inna historia.







