

Zeszłoroczna wizyta w lubiąskim pocysterskim klasztorze była efektem mojego pragmatyzmu. Miałem po drodze, byłem ciekawy i wizyta ta była dla mnie cennym trofeum na liście moich destynacji. Jeśli chodzi o Dolny Śląsk to lista ta jest naprawdę długa i mam szczery zamiar ją zrealizować. Lista ta jest bardzo inspirowana cyklem ,,Boży bojownicy,,. To podróże po śladach bohaterów tej powieści. Są na niej trzy klasztory – na razie : ) – pierwszy był Lubiąż, drugi Krzeszów i pozostanie tylko Henryków. Ale teraz słów parę o Krzeszowie.

Wizyta w tym bardzo ciekawym i ekspresyjnym miejscu była skutkiem ubocznym wizyty w Wałbrzychu. Mieliśmy zaledwie 3 godziny czasu aby dojechać i zwiedzić przed kolejnym etapem podróży na Mazowsze. Na szczęście wczesna pora pozwoliła uniknąć tłoku jaki zapowiadał się gdy już wracaliśmy. Parking przed klasztorem jest spory co ostrzega przed sporą frekwencją.





Klasztor nie jest duży i monolityczny jak ten w Lubiążu. To raczej konglomerat kilku wolno stojących budynków z których najważniejsza i największa na Śląsku jest bazylika pod wezwaniem Wniebowstąpienia NMP. Jej kubatura to imponujące 118 210 m³. Została wzniesiona w latach 1728-1735. Urzędującym opatem, inwestorem i sprawcą był wtedy Innocenty Fritsch. Jego marzeniem było zbudować ją w 7 lat jak słynną świątynię Salomona. Mimo iż nie dożył realizacji swej wizji , terminu dotrzymano. Trzeba zaznaczyć iż cystersi nigdy nie niszczyli gotyckich fundamentów swoich świątyń ale brawurowo otaczali je barokowym ornamentem. W bazylice bez trudu można znaleźć gotyckie elementy z czasów fundacji księcia Bolka I zwanego Surowym. Cała gromada malarzy i rzeźbiarzy stworzyła unikalny przykład sztuki komplementarnej mieszającej iluzję z rzeczywistością. Dominantą wnętrza jest 24-metrowy ołtarz główny którego centralnym punktem jest obraz czeskiego Rubensa – Piotra Jana Brandla z alegorią wniebowstąpienia. Warto zwrócić uwagę na organy posiadające 2806 piszczałek. Długość nawy głównej dochodzi do 75 metrów a szerokość i wysokość symetrycznie po 26 metrów. Jednak moim zdaniem największym atutem bazylik jest jej dwu wieżowa fasada. Fascynujące jest ja za pomocą kilkudziesięciu posągów przedstawiających przymioty Chrystusa,rzeźby Mojżesza, świętych zakonu cysterskiego, scen z życia Matki Bożej czy wieńczącej fasadę grupy św. Trójcy nadano masywnej i potężnej bryle budynku lekkości i piękna. To właśnie piękno fasady zmusiło mnie do wizyty w Krzeszowie.







Obok bazyliki stoi pozornie mniejszy kościół św. Józefa. Piszę mniejszy bo dopiero z większej perspektywy widać że wielkością nawy nie ustępuje bazylice. Ta świątynia była dla mnie dużym zaskoczeniem. Jej wnętrze zachwyca symetrią fresków oraz konsekwencją tematyczną obrazów na jej ścianach. Powstały w latach 1690 – 1696 jest przykładem unikalnej halowo – emporowej konstrukcji. Autorem wszystkich malowideł w tej świątyni jest śląski ,,Rembrandt,, czyli Michael Willmann, z którym pierwsze spotkanie zaliczyłem przed rokiem w Lubiążu. Tematem jego dzieł są tzw. „Smutki i Radości św. Józefa”. Naprawdę wnętrze św. Józefa robi mocne wrażenie.





Obok murów bazyliki położony jest mały cmentarz , jest do zwiedzenia część podziemi i mauzoleum Piastów Śląskich. Wśród nich jest sarkofag fundatora klasztoru Bolka I Surowego. Bilety są w bardzo przystępnej cenie, jest możliwość indywidualnego zwiedzania z audio. Podobnie jak w Lubiążu pracują tu sympatyczni pasjonaci. No , teraz pozostał tylko Henryków.













